fbpx

Nie rób Tego swojej Córce. O ciele cd.

Kochańce moje, 

Na wstępie to Dziękuję !!!

Dziękuję Wam po stokroć. W zeszły piątek napisałam Wam o miłości do CIAŁA (przeczytasz go Tutaj) i dziękuję za odpowiedzi jakie od Was dostałam. Dziękuję po pierwsze dlatego że UWIELBIAM CZYTAĆ LISTY, a po drugie to miło wiedzieć, że ktoś te moje wypociny czyta😉 .

Dziewczyny co mi napisałyście? Że nie jestem SAMA w tej cielesnej zawierusze. Że też tam jesteście. Zirytowane, zdołowane, trochę wściekłe. Na to ciało, które współpracować nie chce i radość życia zabiera. Wściekłe na diety i na rezultatów brak. A najbardziej ukuło mnie Kochane, że zgadzacie się ze mną co do GENEZY tej Nienawiści do Ciała. Bo tak się dziewczynkom w ich latach dziecięcych mówi, że mają ŁADNIE WYGLĄDAĆ, to ich powinność być smukłą, delikatną, drobną. 

Klątwa Małej Mi

Wiele z nas z dodatkowymi kilogramami walczy nie od lat nastoletnich… ale od DZIECIŃSTWA.  Czyli od dzieciaka, od małej dziewczynki, z równie małym móżdżkiem, kobiety walczą ze swoim ciałem. By było lepsze. A skoro ma być lepsze, niż jest to jakie Skarby jest? JEST ZŁE. Niedostateczne. Nogi są zbyt ulane, buzia zbyt pyzata, “A ta Mama to Ci za dużo słodyczy nie daje?”- czy takich miłych rad  nie słyszymy od “Miłych cioć”? Wiecie, dorosły, jak ma trochę dystansu, to może po ludzku OLAĆ dobre rady. Ale dziecko pojmuje świat inaczej, dziecko bierze do siebie, dziecko przyjmuje słowa dorosłych za prawdę. A paradoksalnie, to komentarze kierowane do dzieci są wypowiadane bezkarnie- bo dziecko można oceniać (i matkę przy okazji, ale to już insza inszość i temat rzeka😛); tak się w naszej kulturze przyjęło.

Naucz Córę być Silną Babką 

Słońca, jak mnie czytacie, to wiecie, że ja o wychowaniu to rzadko kiedy piszę. Bo i co bym miała pisać😛? Ekspert ze mnie żaden, bo dzieciaczka mam jednego i to dość młodego jeszcze (rok i dwa miechy), więc nie wiadomo co z niego wyrośnie😛. Jako psycholog też z dziećmi nie mam nic wspólnego (Ja Pani od Człowieka Dorosłego😉), ale tu skarby trochę się ponapisuję😛, pozwolicie.

Los obdarzył mnie synkiem, córki nie mam, może jeszcze przyjdzie czas (choć zajście w ciąże, donoszenie, żeby wszystko było dobrze i zdrowo- o to w dzisiejszych czasach trudno, prawda? Przynajmniej mnie było…). 

Właśnie, właśnie- to ciało kobiety to ma trudną drogę do przebycia. Ma przesr*ne słowem jednym. Pod górkę ciągle. Zaczynając od okresu dojrzewania (u dziewczynek procesu bardzo widocznego, ze względu na wzrost piersi), przez menstruację i jej fizyczne dolegliwości, po samą ciąże i poród, gdzie jesteśmy ZDANE NA INNYCH i POZBAWIONE KONTROLI. Pozbawione kontroli jest też ciało, ciało dostaje w dupę, ciało się dręczy i męczy, dokonuje rzeczy nadludzkich i cierpieniem okupionych. A my je potem co? A dodajmy mu jeszcze, skopmy je psychicznie, że za grube i zbyt porozciągane. 

Ciało kobiety trudno ma w życiu . 

A czasy dla ciała są ciężkie. Zewsząd sexy wizerunki, sexy spojrzenia uśmiechniętych trenerów personalnych sprzedających diety pudełkowe, żeby ani o kalorię się nie pomylić! Dziewczyny, chyba w takim razie w nas Matkach siła! 

My musimy przekazać tym małym móżdżkom, że ciało to narzędzie. Narzędzie do szczęśliwego życia, do życia bez ograniczeń, do spełniania marzeń. Ale do tego potrzebne jest ciało zdrowe! I to DLATEGO mamy o nie dbać, a nie po to żeby się sześciopakiem chwalić, żeby miniówkę ubrać i mieć drobną budowę Czarodziejki z księżyca. Że do szczęścia nie jest potrzebny ton szmat z najnowszej kolekcji wiosna lato ani markowe kosmetyki kolorowe. Że liczy się to co w głowie, rodzina, pasja i przyjaciele. I że mąż, który kocha prawdziwe, będzie kochał Ciebie w wersji 55 kilo i 72 kilo🙂.  

A jak to przekazać? 

Słowami? 

Można. Trzeba nawet. Ale wiecie skarby, słowa mało dadzą, jeśli nie ma PRZYKŁADU. Więc pokaż córce jak być Silną Babką. 

Wiecie, może ten wpis to banał taki, ale wydaje mi się, że często mówimy o wychowaniu chłopców.  Ja sama często słyszę o tym, że “trzeba wychowywać syna tak, by był dobrym mężem”. I zgadzam się z tym. Czas Książąt Panów się kończy, chłopaków trzeba angażować w wszelkie domowe aktywności, od mycia podłogi do pieczenia ciasta, żeby później, po wyprowadzce od Mamusi😉, nie mdleli na widok mopa. Romantyzmu trochę trzeba pokazać, czułości nauczyć. I o tym wszystkim wiemy. Ale dziewczynki… to trochę inna bajka. Dziewczynki nadal mają być dziewczynkowate. Drobne i miłe. A to chyba tak nie do końca się sprawdza.

Więc nauczmy te małe istoty jak mają kochać same siebie. Żeby ich samopoczucie w przyszłości nie zależało od cyfr na wadze, żeby były szczęśliwe w swoim ciele i w swoim rozmiarze.

To Wam pisze ja, Sowa Matka Rozmiarowa😉  

Spodobał Ci się wpis? Śledź mnie na Instagramie i Facebooku

Brak komentarzy

Napisz komentarz