A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w góry…

Dziubaski, macie takie myśli? Kiedy praca męczy, miejskie korki doprowadzają do szału, tłok i szum denerwuje? Pewnie każdy chce czasami innego życia, Gdzieś Tam. Gdzieś Tam gdzie jest lepiej, ciszej, spokojniej, bezstresowo, pomalutku i pięknie.

Krążą po świcie historie osób, które tak właśnie poczyniły. Zmęczeni dotychczasowym życiem stawiają wszystko na jedną kartę i.. wyjeżdżają. Najczęściej w miejsca odludne, dzikie i przepiękniaste. W odległym Gdzieś Tam widom życie szczęśliwe, za siedmioma górami i za siedmioma lasami.

I kurde, mam wielkie szczęście być w gronie tych osób. Po paru latach korop-pracy, oporządzam grządki ze szczypiorkiem i pietruszką, a za oknem mam piękny górki widok.

Ale prawda jest taka…

Że kiedy stoję w dzień zimowy przed tym oknem, z górki widokiem, to nachodzą mnie myśli:

“A gdyby tak, rzucić to wszystko i wyjechać do Włoch?”

Pić poranną kawę w małej kafejce, cieszyć się pomidorami które smakują JAK POMIDORY przez większą część roku, kupować przepyszniutką oliwę z oliwek prosto od gospodarza? No i to słońce, śniegu brak. Ahhh, i jeszcze ten włoski temperament, uśmiechnięci ludzie, pozdrawiający się wzajemnie na ulicy. No idylla. To miejsce dla nas, tam byłoby nam lepiej.

Stare przysłowie powie “Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” i co? No, zgadzam się z tym na 100%.

Moja wielka górska ucieczka, moim, że była dobrą decyzją, przyniosła ze sobą nowe wzywania, kłopoty i zmartwienia. Teraz, po drugiej zimnie przezimowanej na górskim odludziu, wiem, że nie wszystko wygląda tu kolorowo. Czasami, w skrytości ducha, Planuje Wielki Powrót Do Miasta i przeglądam oferty mieszkań. Kocham te górski, spokój, ciszę, piękne widoki. Kocham nasze górski dom jakim go stworzyliśmy, jego klimat i urok. Codziennie rano zachwycam się widokiem z okna. Serio! codziennie!

Ale, ale..

Kilka rzeczy to mnie, mieszczuszka małego, w tym górskim życiu zaskoczyło;

1.Wiatr- już Wam o tym ględziłam na IG nie raz. Tan wiatr, w okresie jesienno-zimowo-wiosennym (w sumie to przez większość roku🙁) do szału mnie doprowadza. Mieszkając w mieście nie sądziłam, że może WIAĆ aż TAK. A w moim górskim domostwie czasami mam wrażenie, że mi dach urywa, albo że za chwilę pękną okna. I to samo, co noc, co noc… Ah, niby wiatr, taki szczegół.

2.Mali mieszkańcy- Myszki! Oh, jak ja ich nie cierpię, a fuuu! A tu mam z nimi czasami do czynienia…aaa! Strach się bać😕

3.Zima samotna- bo wiecie, w lato czy tam wiosnę, to pięknie jest, wszystko życje, ptaszki śpiewają, w ogródku można popracować. A w zimę śnieżną… no nuda z każdego kąta wieje, świat zapadany, a do miejskich rozrywek daleko. A jak prądu nie ma (takie rzeczy to często po górami, oj często- ja mieszczuch, nie spodziewałam się) to czuję się jakbym cofnęła się w czasie.

Do tej listy mogłabym dopisać oczywiście Ogrom Roboty związanej z domem na odludziu, ale tego akurat się spodziewałam i wcale mi to nie straszne. Chociaż, ostatnio jak Monsz😉 zapytał mnie czy moglibyśmy kurek kilka zakupić i hodować, to poszłam do kuchni szukać patelni- wcale nie po to, żeby zrobić mu jajecznice😛

Górska ucieczka nie jest dla każdego…czy jest dla mnie? Przekonam się za kilka lat, bo na razie nigdzie się nie wybieram🙂

Spodobał Ci się wpis? Śledź mnie na Instagramie i Facebooku

Brak komentarzy

Napisz komentarz