Jedna rzecz, która sprawiła, że podróże stały się dla mnie przyjemnością

Hej Kochańce, marzą wam się wakacje?

Ojjj, mi śnią się po nocach plaże dzikie i góry zieloniaste.

Wycieczkowanie się, planowanie, podróże ogólnie zawsze jakieś miejsce w moim życiu zajmowały. Kiedyś to było moje ulubione wręcz zajęcie PLANOWANIE PODRÓŻY.

I wiecie, co? A zbrzydło mi, zbrzydło niewyobrażalnie. Wszystko stało się przez okropny, obrzydliwy PERFEKCJONIZM😕.

No, po prostu nigdy nie było idealnie. Zawsze można było coś lepiej, coś taniej, coś szybciej, prościej, logistycznie sensowniej. Atrakcji, czynników, opinie, gwiazdek było za dużo do wyboru. Analizowałam to wszystko po swojemu (czyli dokładnie), nie zostawiając miejsca na niedomówienia czy niewiedze. Mój Mężu bardzo cenił mnie za takie drobiazgowe planowanie podróży, bo też niezły z niego Pan Perfekcyjny. Jednak zawsze pozostawał niedosyt i… rozczarowanie zamiast radości.

I tak chyba z 5 lat temu… a rzuciłam to wszystko w cholerę, to całe planowanie. Nie powiem z bólem, bo sama czynność planowania sprawiała mi dużą radości- gorzej było z porównaniem planów z rzeczywistością. I zaczęła się dla mnie era PALCEM PO MAPIE, wybieram miejsce na chybił trafił (oczywiście nie całkowicie, ale w obrębie do którego chcę jechać, np. Alpy Austriackie), sprawdzam oględnie bardzo na mapie czy ładnie i JEDZIEMY🙂 !!!

Wiecie, bez analizowania pobliskich atrakcji, średnich temperatur, czytania przewodników. Tak na dzika. I kuurde blade, spodobało mi się to tak, że teraz nawet nie pomyślę o powrocie do starych metod wycieczkowania. Teraz zawsze jestem zadowolona z naszych podróży i mam okazję odkryć naprawdę niezwykłe, niszowe miejscówki. Wybrałam 2 z nich, miejsc z PALCEM PO MAPIE, które są warte polecenia, a zdziczałe na całego.

Blindsee, Austria

Przecudne, polodowcowe jeziorko w Alpach Austriackich, niezwykłe ze względu na kolor, czystość, otoczenie i ODOSOBIENIE. Zero hotelu, zero baru, zero drogi (!!!-jak pokazałam Staruszkowi gdzie skręcamy to złapał się z głowę, Biedaczek😛). Pewnie wiele takich miejsc jest na Alpejskiej drodze, ale ja nigdy bym tego nie odkryła gdybym nie spuściła z wycieczkowego tonu i nie dała się ponieść..emocjom, chyba, kurde🙂.

Cave del Predil i Lago del Predil

W drodze na Słoweński szczyt Mangart (który też był wyborem na chybił trafił, zobaczony z okna samochodu podczas nużącej drogi autostradą, zaskarbił sobie nasze “TAM!”), znaleźliśmy dziwaczny skarb. Nietuzinkowe, pogórnicze, miasteczko Cave del Predil, które wygląda jakby wynurzyło się z nieczynnego wyrobiska i piękne jezioro Predil. Miasto jest dziwaczną mieszaninom włoskości, alpejskości, górskiego socjalizmu i zapomnienia. To senne miasteczko… dobre do nakręcenia horroru, ale niezwykłe i jedyne w swoim rodzaju.

Nieopodal miasteczka jest cudeńkiem jeziorko, otocznie wysokimi Alpami, o białej, kamienistej szerokiej plaży. Dysponuje całym jednym barem-restauracją w iście włoskiem stylu. Niezatłoczone, zaledwie kilka osób oprócz nas znajdowało się na plaży, a była połowa lipca, więc szczyt sezonu. Przeżyliśmy też przyjemny spadek temperatury, wyjeżdżając z 30stopniowego Pirnu z jego betonowymi plażami (o naszej Słoweńskiej podróży możesz poczytać tutaj) a dotarliśmy nad urocze górskie jeziorko, gdzie panowała spokojna 24-stopniowa temperatura.

Sam Mangart jest wart uwagi, roztacza się z niego wspaniały widok, i można odpocząć w przytulnym schronisku.

Możesz nie przepadać z Alpami czy górskimi jeziorkami tak ja, ale jedno jest istotne- nigdy bym tych rzeczy nie zobaczyła gdybym nie zrezygnowała z PERFEKCYJNRJ WYCIECZKI, z 10 punktami do odhaczenia, z najwyżej ocenianymi atrakcjami i żeby jeszcze było tanio🙂😉.

Teraz moje podróże są perfekcyjne w swej nieprzewidywalności, bez spiny, bez myślenia, starania, będzie co będzie.

I wiecie co?

Już nie mogę się doczekać wakacji🙂.

Macie dla mnie jakieś ciekawe wakacyjne (europejskie) propozycje?

About

No Comments

Leave a Comment