fbpx

Co Góry dają Głowie?

Kochani! Jak tam Wasze duszyczki? Nie płaczą czasami? Pewnie, że wyją do księżyca jak wilk czy czarownica😛. Gdzie ból duszy koicie? Czy to w realu czy w głowy bezkresie, jak w brzydki dzień siedzę na fotelu, to jaki obrazek relaksujący się w mózgownicy wyświetla? Czy to górska droga ćwierkająca, czy plaża, bez początku i bez końca?

Badania i mądre głowy donoszą, że preferowane otoczenie ma związek z CECHAMI OSOBOWOŚCI, co w dużym uproszczeniu daję nam podział na LUDZI GÓR i LUDZI MORZA. Ludzi Gór ma cechować bardziej introwertyczny, zamknięty charakter (takie trochę aspołeczniaki te Górołazy tu wyszły😉) a Ludzie Morza to otwarci i skorzy do doświadczania nowości ekstrawertycy*.

To u mnie by się zgadzało, bo jestem przykładam introwertyka, i choć z biegiem czasu coraz bardziej otwieram się na świat, to pewnych granic mojego “Moje” bronię jak rycerz księżniczki.

Góry…Ze mnie na pewno człowiek Gór jest. W górach mieszkam, góry kocham, preferuję na wakacyjne pory, i głowa też do gór ucieka, kiedy ciało smutne w czterech ścianach zamknięte. Tak, tak! Zawsze, kiedy mi źle w głowie obraz górski się pojawia, spokojny, trwały niezmienny.

Co dają góry duszy? Nie wiem, i śmię wątpić czy z poniższą listą zgodziłaby się większość górołazów, bo góry bez celu, głośne i z kresem, to chyba trochę na opak. Może taki sowi los…być na opak whol life🙁 😛 .

1. Dążenia bez celu spokój

Górska pusta. Czysta głowa, bez myśli natłoku. Takie są dla mnie góry- droga, szlak i ja. Nie zaprzątam sobie mózgownicy obieraniem celu, dążeniem do konkretnego punktu, zdobywaniem. Obieranie konkretnego szlaku i wyznaczanie szczytu jako celu ma dla mnie funkcje jedynie organizacyjną- JEŻELI ZADŻY SIĘ ZAWRÓCIĆ WPÓŁ DROGI TO NIC! Nie liczy się odhaczenie kolejnego punktu na check-liście😛 , liczą się ta pustka i ja. Analogicznie jak w medytacji, gdzie liczy się koncentracja na oddechu, kiedy jestem w górach pozwalam głowie na LUZ, bez myśli Królewie, stu-puk serducha jako punkt centralny wszechświata. Bez celu, bez myślenia, bez idei- dreptam sobie do przodu. Taki sowi sposób na góry🙂.

2. Głośne górzyska

Szelest liści, śpiew ptaków, trzaskanie patyczków pod stopami. Góry nie są CICHE, ale ich odgłosy są tak perfekcyjnie odprężające, że SZOK😛. Jakby umysł mógł wziąć relaksująca kąpiel z mnóstwem piany o zapachu lawendy. Te odgłosy nie są jednostajne, nie mają rytmu, jak przykładowo morskie fale i nie usypiają człeka, nie! Uspokajają go prawdziwie, sprawiając, że jest spokojny w swojej aktywności. Kocham tę górską muzykę, nie za cichą, nie za głośną.

3. Kres obrazu

Bezkres- z morzem się kojarzy, mi przynajmniej od razu. I nie przepadam za tym jednostajnym, prostym krajobrazem bez szczegółów. Oka nie ma na czym zwiesić. A w górskim lesie detalu cudownego pełno, niejeden jadalny, inny przeuroczy. Kolorów mnóstwo, a nie ta plażowa beżowo-biała monotonia. Można iść górską ścieżynką godzinami i zawsze jest na co popatrzeć, to roślinki małe i większe, grzybki, mchem porośnięte kamyki, kwiatki, jeżynki, malinki…no wyliczać można, sami wiecie. I tak kolorów różnorodność na jesień! A wiosna do życia się budząca, o kocham! A plaża…zawsze taka sama, jednostajnie bezkresna. Nie zrozumiecie mnie źle, ja morze też po swojemu kocham i uwielbiam (zwłaszcza plażowanie- o poszukiwaniu plaży idealnej na Teneryfie poczytacie TUTAJ) – ale raczej w dni gorące i upalne. I morze zawsze przegrywa u mnie z górami, a z górski jeziorem, to ahhhh, nawet nie ma po co ringu stawiać!

4.Czysty wysiłek

Wysiłek jest dla mnie konieczny, żeby oczyścić głowę z nieczystości życia. Mięśnie muszą się zmęczyć, pot czoło zmoczyć, oddech przyśpieszyć, żeby ciało mogło pozwolić myślom odpocząć. W Górach ten wysiłek jest po pierwsze prosty- wybierasz szlak i idziesz, nic więcej. Po drugie, jest BRUDU I UTRUDNIEŃ pozbawiony. Żeby się poruszać nie musisz wskakiwać w dwa czy jeden (zależnie od płci😛) kawałek lateksu, smarować ciałka CALUTKIEGO uv filtrami, babrać się w piachu i w słonych wodach walczyć z falami. Tylko czyściutko, spokojniutko idziesz. A pływanie? Kocham i jestem fanką, odkąd w podstawówce ta aktywność pomogła mi skorygować wadę kręgosłupa. A nie ma nic przyjemniejszego niż taplanie się w górskich jeziorach, a jak są to jeszcze jeziora polodowcowe (takie cuda można spotkać na przykład w Alpach) to już miód i malina, CZYSTO I PRZEBŁĘKITNIE, pływa się normalnie jak w basenie. Kocham ten górski wysiłek, naturalny, łatwy, dopasowany do człowieka.

5. Ucieczka od wyboru

Czy też inaczej- wybór w górach ma swoje ramy, jest zdefiniowany, ma granice. Nie ma nieograniczonej możliwości spaceru po bieli i żółci piachu, jest ŚĆIEŻKA. I mimo że mamy do wyboru mnóstwo szlaków i miejsc, to wybieram ze skończonej liczby możliwości. Taki wybór jest prosty, poznawczo przyjemny, nie nadweręża zwojów mózgowych. Pójdziesz w prawo albo w lewo, szlakiem żółtym, czerwonym, kurde różowym😉, ale jest szlak, zrobili, powiedzieli gdzie masz dreptać i .. I co? I dobrze! A po co się zastanawiać, plażą bez końca i początku biegać. Lepiej ścieżynie zawierzyć, oddać się innych  człeczków mądrości i odpuścić głowie kolejne decyzje. W świecie, gdzie mamy 89 rodzajów płatków śniadaniowych do wyboru w markecie miło czasem uciec od wyboru, nie sądzicie?

6.Skrytka

To pewnie taka introwertyczna miłość. Na górskich szlakach jest mnóstwo miejsc, gdzie można się cudownie skryć, gdzie można uciec na polankę maleńką, od oczu innych osłonioną. W cieniu drzew można się skryć i uciąć sobie drzemkę, ognicho zrobić w miejscu (dozwolonym oczywiście, żeby nie było) urokliwymi i zasłoniętym. Maleńkości i detalu szaleństwo! Pozwala mi się czuć komfortowo, widzę koniec i początek, a drzewa osłaniają moje kruche ja🙂. Kocham Góry, opiekunki moje cudeńkie🙂 .

 

*Źródło:
czlowiek.info/osobowosc-miejsce-zamieszkania/

Brak komentarzy

Napisz komentarz