5 BŁĘDÓW MOJEGO ODCHUDZANIA

O mojej walce o utrzymanie odpowiedniej wagi trochę już Ci poszeptałam przy okazji zdrowo-urodowych tematów ( Tu, Tutaj i TU). Teraz chciałabym opowiedzieć Ci kompleksowo i bardziej od psycho strony jak to było z moim odchudzaniem, jakie błędy popełniłam, czego się nauczyłam i nadal uczę. Z wierzchu temat wydaje się nieistotny… Ah tam, każda babka przecież jest na diecie. Albo myśli, że powinna na niej być. A jeśli nie na diecie, to powinna ćwiczyć by ciało ujędrnić, wymodelować, tu podbudować, tam pozabierać. Czasami się pilnujemy, raz mniej, raz na maksa, w stylu żołnierskim; innym razem zamiast oczu świecą nam się dwa hamburgery i stajemy się tygrysem polującym w miejskiej dżungli🙂. Więc jest róźniście, nastroje też się wahają od pozornej akceptacji do czarnej rozpaczy. Nie musi tak być i nie powinno. Odchudzanie procesem błahym nie jest i każda taka próba pozostawia ślad w naszym organizmie i w naszej głowie. Czego nie robić, żeby schudnąć i jak sobie ten proces w głowie poukładać? Opowiem Wam o moich doświadczeniach, może skorzystacie.

BŁĄD 1. #Mniej Żryj- nie ważne co

O, tak! Dieta MŻ (MNIEJ ŻRYJ) była popularnym określeniem, kiedy zaczynałam swoją przygodę z odchudzaniem. Określeniem bardzo niebezpiecznym, co teraz już wiem. No bo co trzeba zrobić, żeby zgubić niechciane wałeczki? Ograniczyć kalorasy, no przecież! A jak najlepiej – obciąć, skrócić, wyrzucić! Więc co ja, mądra postanowiłam- zrezygnuję z kolacji… Super plan; zwłaszcza, że jako nastolatka patrzyłam na życie dość rygorystycznie; więc jak zero kolacji to zero kolacji, codziennie, zawsze, świętość największa. I co?

I super dieta cud, bo cuda działa, prawie 10 kg w dół i sylwetka wymarzona z lustra spogląda. Pierwsze poł roku było bezproblemowe… Co nie oznacza, że problemy nie pojawiły się później. Napady głodu, niekontrolowane, nagłe i zaskakujące; sny o jedzeniu; myśli o jedzeniu; przeczulenie na zapach jedzenia, wszystko, tak dokładnie wszystko kręciło się wokół żarcia. Cały mój dzień był podporządkowany walce z … Kurde, no z GŁODEM.

Bo jeżeli skupimy się jedynie na redukcji kalorii, a nie zadbamy o jakość jedzenia to nasz organizm będzie się stale upominał o brakujące mu składniki. A czemu on tak, nam biednym, co staram się kilka kilo zrzucić, utrudnia? Przecież to dla dobra obopólnego, bo i głowa z chudego wizerunku zadowolona i organizm zdrowy, bez dodatkowych kilosów. Jeżeli nie zadbamy o jakość pożywnie, o dużą ilość składników mineralnych (z warzyw, owoców, ziaren i strączków) nasz organizm odczuje deficyt. Przez jakiś czas będzie otrzymywał informacje: nie ma pożywienia, nie ma skąd brać energii, straszne czasy nastały.

Ty wiesz, że te straszne czasy skończą się jak tylko osiągniesz rozmiar XS, organizm tego nie wie, i zakłada, że może dojść do Jego ŚMIERCI. Żeby tego uniknąć wytacza najcięższe działa- wyczula Cię na jedzenie maksymalnie. Myślisz tylko o jedzeniu, czujesz wszędzie jedzeni i śnisz o jedzeniu, tak długo aż w końcu sobie pojesz😛.

Natomiast jeżeli dostarczymy organizmowi duża dawkę składników mineralnych, zadbamy o regularne posiłki (nie że ostatni o 15:00!!) i SYTOŚĆ organizmu, przy jednoczesnej redukcji kalorii ten efekt się nie pojawi. Można to zrobić wybierając produkty nieprzetworzone, jedząc dużo warzyw i owoców, kasz, strączków, orzechów, kwaszonek. Znajdź czas, żeby dla siebie gotować, jedz jak najwięcej posiłków na ciepło, pij wodę. Redukuj, ale nie ze szkodą dla organizmu- a on odwdzięczy Ci się współpracą.

BŁĄD 2. #Określ czas i cel

Ile chcesz schudnąć i w jakim czasie? 10 kg…hmm, to najkrócej w 3 miesiące.

Taką odpowiedź słyszymy często od trenerów personalnych, pseduo-dietetyków czy dr. Google. I jest to prawda, że 10 kg najzdrowiej schudnąć jest nie szybciej niż w 3 miesiące. Ale to zdanie mówi nam o konkretnym czasie i konkretnym celu. Odzywa się wtedy nasza kobieca wojownicza natura ( Xena wojownicza księżniczka, kto oglądał??) i przemawia do nas grzmiąco “3 miesiące, damy radę”. Wytrzymamy, przeżyjemy, zgryziemy zęby, jeszcze 3 kg, jeszcze 2 tygodnie … Tak przynajmniej ja do tego podchodziłam, jak do zadania, wyzwania- cel, misja do zakończenia i zaraportowania. A to nie o to chodzi!!

Mamy zmienić nawyki na zdrowsze, żeby czuć się i wyglądać lepiej, i te nawyki mamy ZMIENIĆ NA STAŁE! Nie żeby przechodzić na dietę zupową jak się zup nienawidzi, nie żeby dodawać do diety kaszę,jak jej nie chcemy nawet wąchać tylko dlatego, by móc przeżyć na tej diecie miesiąc czy dwa. Zmieniaj nawyki z myślą, że tak już, z grubsza biorąc, będziesz jadała do końca życia, więc musi być Ta dieta dostosowana do Twojego życia.

Weź pod uwagę, ile masz czasu, co lubisz, co lubi twoja rodzina ( rodzina to pewnie frytki- ale nawet te mogą mieć zdrowszą wersję, zrobione w piekarniku, z batatów czy marchewek), czy więcej jesz w pracy czy w domu, jak dużo podróżujesz, itp. Nie określaj celu ani czasu, bo to da Ci fałszywe założenia i pokusisz się na diety nie dla Ciebie. Albo inaczej, określ czas- do końca życia i cel- czuć się lepiej i być zdrową- i na tych założeniach buduj swoje nowe nawyki żywieniowe.

BŁĄD 3. #Motywuj się

Motywacja, rozwój, samorealizacja, coaching – OMG, jak ja tych słów nie lubię (poczytasz o tym TUTAJ). I tak FIT sławy, i mniejsze sławy, mówią o codziennej FIT motywacji i rozwoju, dążeniu i przekraczaniu własnych granic. Podobno dobry trening to jedynie taki z którego wychodzisz na miękkich nogach… Nie zgadzam się z tym, bo dla mnie największą motywacją jest RADOŚĆ. Zadowolenie i uczucie spełnienia, jakie daje mi trening sprawia, że nie potrzebuję motywacji. Radość z przygotowywania zdrowych i smacznych (smaczniejszych niż niezdrowe i wysoko przetworzone pseudofood) posiłków i ich spożywanie. Kurde, tak samo jak radość sprawia mi czytanie książek i nie muszę się do tego motywować, słowo. Jeśli musisz się do czegoś codziennie “motywować”, hm… to może lepiej rozważyć zmiany większe bądź mniejsze w tym “czymś”. Treningi w fitnessclubie są nie dla ciebie- to nie grzech, ja na przykład nie lubię ćwiczyć w domu przed tv z Chodakowską, ale uwielbiam zajęcia grupowe. Poszukaj czegoś dla siebie, czegoś co sprawi Ci przyjemność- spacer z psem, górskie wędrówki, pływanie, taniec- opcji jest dużo, wybieraj i nie motywuj się już więcej.

BŁAD 4. #Daj z siebie wszystko- swój cały czas

Sport to ogólnie super sprawa jest. I jak zaczynamy przygodę z odchudzaniem to drugie, co nam przychodzi go głowy, po odpuszczeniu serników i biszkoptów, to właśnie więcej ruchu. I słusznie, bo bez aktywności fizycznej nie będziemy czuć się dobrze w sowim ciele. Ale musimy zrobić REALNE ZAŁOŻENIA. Bo siłka 4 razy w tygodniu + basen raz w tygodniu+ spacer 2 razy w tygodniu = porobisz to pół roku i klapa. Ja tak właśnie robiłam- zapalałam się jak zapałka, super sprawa, już się wkręciłam, będę codziennie chodzić na zajęcia. A później równie szybko gasłam, bo wyżyłowanego planu nie dało się wykonać, czy to przez zmęczenie czy inne sprawy pilne. Jeśli dopiero wchodzisz w świat sportu najlepsza jest metoda małych kroczków- 2 razy w tygodniu forma aktywności ruchowej przez godzinę. To takie bezpieczne założenie- może nie da szybkich efektów, ale pozwoli wypracować nawyk, rutynę. Jeśli uda Ci się spełnić takie założenie dodaj kolejne aktywności. Ale spokojnie, powoli, lepiej mieć w nawyku aktywność 2 razy w tygodniu niż wahania pomiędzy nic nieróbstwem a byciem księżniczką fitnessu.

BŁĄD 5.  #Ułóż dietę

No właśnie, ta cała dieta. Określenie, dokładne! określenie tego co to się będzie żarło w jakim dniu. Straszne to jest, dla takiego kreatywnego kucharzyka jak ja to wręcz tragedija. Bo co, jak mnie wena najdzie w środowe popołudnie na krewetki z czarnym makaronem- a tu zaplanowana, ah, znowu pierś kurczaka z ryżem. A co, jak koleżanka niespodziankę zrobi i wyrwie cię w piątkowy wieczór na miłą kolacyję do włoskiej knajpy? A tu w grafiku…hmm, pierś kurczaka grillowana z warzywami…🙁. Jak dla mnie takie planowanie to trochę przesada, zabiera nam wolność i RADOŚĆ- z gotowania i jedzenia, a to radość jest najważniejsza w zdrowym podejściu do odżywania. Nasza codzienna dieta ma być źródłem energii, ale też zadowolenia i satysfakcji ze smaku. Co nie znaczy, że nie trzeba wziąć jej w pewne zdrowe ramy. Ale ramy, zostawiające nam pole do popisu, a nie dokładne wytyczne. Ja ułożyłam sobie w głownie coś na kształt dietetycznego przewodnika- nie dietą, ale menu czy jadłospis. Wiem, co mogę jeść, a z czego muszę zrezygnować, ale nie układam dokładnych potraw. Moja dieta opiera się na razowym pieczywie, ciemnych makaronach, kaszach, warzywach, owocach, strączkach, zdrowych tłuszczach. Staram się jak najmniej smażyć, wybierać zdrowe oleje i dodawać je na zimno do potraw, jeść zupy, ograniczać tłuszcze, używać zdrowych cukrów (o zdrowych cukrach poczytasz tutaj), wybierać nieprzetworzone produkty, poszukiwać lokalnych składników i jeść potrawy na ciepło. Stronie od marketowych słodyczy, białego pieczywa, tłustych mieś, smażeniny, białego ryżu, serów i wysoko przetworzonych gotowców. Takie zasady mam w głowie na zakupach, wybierając potrawy w restauracji, na obiedzie u przyjaciół. Ramy jadłospisu, które pozostawiają przestrzeń na życie i radość z jedzenia -bo to druga największa przyjemność człowieka, zaraz po seksie😛.

 

 

About

No Comments

Leave a Comment