fbpx

Poddałam się i szczęście mnie odnalazło

Poddałam się, dałam sobie spokój, odpuściłam, dałam za wygraną i inne tym podobne. Nie walczyłam do końca, nie ocierałam potu z czoła, żeby później, w glorii chwały, stanąć na podium bez zawodników i publiczności, podium w mojej głowie. Nie wstawałam o czwartej, nie zapominałam o obiedzie i nie zarywałam nocek, aby powiedzieć sobie “mamy to”.
Dzisiaj test typowo damski, o pewnej przypadłości kobiecej psychiki, przez którą my, Kobitki właśnie, cierpimy najbardziej. Tekst o pracusiowactwie (taka sowia terminologia) w damskim świecie tak popularnym jak truskawki w czerwcu. Każda z nas mogłaby bowiem bez problemu wystąpić w reklamie Leroy Merlin i robić za bohatera domu. I za bohatera pracy, bohatera porządku, bohatera rodzica, bohatera urody, bohatera zdrowia, bohatera fitnessu, boginię piękna, matkę idealną, kucharkę doskonałą, zmywarkę, pralkę, prasowarkę w jednym.
Powiecie, że generalizuje. A ja tak sobie myślę, rozmów damskich i męskich słuchając, że tylko w jednych z nich możemy usłyszeć zdania typu „ja dom sama ogarniam, i dzieci trójkę i do pracy miesiąc po porodzie wróciłam, i dało się” z odpowiedzią “ to jeszcze nic, ja cztery córki wychowuje, studiuje, dom ogarniam i w wolontariacie jeszcze mam, kiedy działać”… i tak po nitce do kłębka, dowiadujemy się, że da się jednocześnie doktoryzować, habilitować, 11 dzieci na jedzeniu bio wychować, prowadzić warzywniak, podróżować, biegać, udzielać się towarzysko, robić ośmiowarstwowe biszkopty i piec kaczkę z nadzieniem z wątróbki króliczej. Uff..
Wracając do tej generalizacji- widziała która kiedyś facetów, żeby się licytowali komu ciężej w życiu, kto dzielnej wszystko znosi i komu dzieci dają bardziej w kość (oczywiście z dumą w głosie, kto ma gorzej ten jest lepszy!!). No ja kurde nie widziałam. Ale może mało w życiu widziałam🙂.
W każdym razie taką polską martyrologię, takie męczeństwa uwielbienie to my Kobitki kochamy po wieczność. Która ciężej ora, która więcej znosi, która silniejsza, wytrwalsza, dąży, dąży po stokroć bardziej…. Pośladki spięte tak, że bez problemu można orzecha rozłupać i dążeń ciąg dalszy. Oj, aż zmęczyłam się jak to pisałam.
Pewnie, że realizacja celów daje nam szczęście i energię do działania, ale.. Nie wszystkich i nie wszystkich naraz. Z niektórymi rzeczami musimy odpuścić, bo powariujemy kochane. Moje życie stało się lepsze, kiedy odpuściłam, serio! A byłam przekonana, że będzie właśnie inaczej, że jak złoże tarczę to tylko wstyd i hańba wielka mnie czeka. A tu niespodzianka.. .Spokój ducha, radość w serduchu i lekkość taka. W czym odpuściłam? W wielu kwestiach uwierz… Ale przytoczę Ci kilka z nich.

Córka Hołowczyca
Taki ze mnie mistrz kierownic, że weź i uciekaj. Cała historia z samochodem niemało mnie kosztowała od samiuśkiego jej początku… myślisz, że jesteś weteranem prawkowych egzaminów? Zaraz przestaniesz tak myśleć. Moja niechlubna liczba to 10. Tyle razy odwiedzałam budynek WORD`u, aż przyznano mi prawo do poruszania się po drogach publicznych (upii!). Wniosek z tego prosty- moje umiejętności nie są zbyt wysokie, stronie od wyprzedzania, parkowania równoległego, szybkiej jazdy i tym podobnych czynności, które dla mnie mieszczą się w kategorii “trudne”. Znajomi mówili “wprawisz się, będzie ci szło lepiej”. Może rzeczywiście z biegiem lat jest lepiej, CIUT lepiej. Nie jest zachwycająco, niebywale lepiej; tak, że do śmiechu mi, kiedy pomyślę jakie to były złe dobrego początki. Więc rewelacji nie ma.

Pozostał strach za kółkiem, ostrożności megaspotęgowana i poszukiwanie dogodnych ( czytaj: wielkości lotniska) miejsc parkingowych. Zdarzyło wam się kiedyś na ręcznym kawałek pojechać i się nie skapnąć? No mnie się zdarzyło, niby jechało się kapkę ciężej, ale jakoś się nie zauważyło🙂 . Czyli po koślawemu sobie radzę i lepiej nie będzie. I wiece co? I dobrze, nie musi być! Nie muszę być sexy mistrzynią kierownicy w skórzanej kurtce. Nie muszę być lepsza w kierowaniu autem od mojego męża i innych mężczyzn w promieniu 100 km. Nie chcę udowadniać, że kobiety jeżdżą tak samo dobrze jak mężczyźni, bo uważam, że nie jeżdżą (w znakomitej większości ofcourse). I trudno, tak jest, nie będę z tym walczyć, nie będę udawać, nie będę się przez to martwić. Rzeko płyń, ja usiądę i popatrzę. Jeżdżę jak łamaga, jeździć nie lubię i nie polubię. I taki stan rzeczy mi nie przeszkadza. A wszystkie Kobitki, które jeżdżą, jak żylety pozdrawiam serdecznie🙂.


Fit księżniczka
Jeśli czytasz mojego bloga, to wiesz, że często poruszam tematy związane z odchudzaniem, odżywaniem i zdrowym stylem życia (poczytasz o tym tutaj i tutaj). Staram się ćwiczyć codziennie, zdrowo odżywiać, gotować dla siebie i sprawia mi to przyjemność.

Ale ten fit-szał co się na świecie wyprawia nie leży mi już w ogóle. Dieta; białko, białko, trochę brokułów; skóra opięta na mięśniach, ciało bez tłuszczu grama, trening jak prysznic, plank przynajmniej przez 10 minut. Zrób koktajl z jarmużu, wypij 3 litry wody, kawy nie tykaj i ćwicz, ćwicz, ćwicz! Na siłownie owieczki rzędem marsz, fotki przed i po przygotowywać!
Kiedyś biegałam na siłkę 4 razy w tygodniu, liczyłam kalorasy, do tego basen, spacer, move, move, move. Fajna sprawa, nie powiem….ale mało czasu na życie zostaje, nie sądzicie? Bo czy człowieczek z regularną praca, z rodzina i przyjaciółmi na stanie, ma czas odwiedzać siłkę 4 razy w tygodniu? Jak się uprze to tak, ale zawsze jakimś KOSZTEM (o zyskach i kosztach poczytasz tutaj). Taki fit-chłam o zmianie życia. Twoje życie będzie fit jeśli podporządkujesz je fit bożkom, zdobędziesz wtedy fit look. Ja pasuję. Kocham zdrowy trend, ale w zdroworozsądkowych ramach. Chodzę na tabatę 2 razy w tygodniu…a jak mi się nie uda to raz, albo na spacer z psem uderzę zamiast. Kiedyś to byłoby nie do pomyślenia- że jak to, jak cel wyznaczony to trzeba się trzymać! Nie odpuszczać, dążyć , liczyć kalorasy, mierzyć obwody, szukać szczęścia tam, gdzie go nie ma. Wyluzowałam, odpuściłam, złożyłam fit działa i nie obrosłam wcale tłuszczem, nie czuję się gorzej. Bycie niesystematycznym fitowcem mnie nie zabiło, może podobnie będzie z Tobą🙂.

Odkurzacz perfekcyjny
Lubicie bałagan? Ja nienawidzę. Lubicie sprzątać? Ja nienawidzę! Nie szło mi to nigdy. Gotowanie- super, prasowanie- zniosę, ale kurzyki i układanie to mnie do pasji doprowadzają. Tych kątów odkurzanie, pochylisz się nad jednym a tu drugi wyskakuje “ ja też, mnie też wyczyść, a zaglądałaś pod łóżko?”.

Jestem w tym DO BANI. Wydaje mi się, że jest posprzątane, a Mężu przychodzi i pyta, czy sprzątamy dziś czy jutro. Taki kwas. I próbowała naprawdę, próbowałam nie raz zamienić się w Perfekcyjną Panią Domu. Obejrzałam 2 sezony i nic z tego nie wyszło😉 . Kiedyś miała manię sprzątania “ przed gośćmi”. Teraz złożyłam odkurzacz- sprzątam, kiedy mi pasuje, a jak mi nie pasuje to pozwalam sobie na luksus osóbki do kurzyków i okrutnego mycia okien. Że burżujskie i drogie, i leniwa ze mnie baba? Pewnie tak, ale wolę zaoszczędzić sobie czasu i nerwów, niż kupić dodatkowe pierdołyprzydasię do składowania.


Wiecznie zajęta kobieta sukcesu
Bo orać to trzeba od rana do wieczora. Inaczej się po prostu po kobiecemu nie godzi. Bo nawet jak wszystko zrobione (a to cud jakiś), to by się przydało w pawlaczu zrobić porządek. Więc leżenie brzuchem do góry jest srodze zabronione, bo się tyle czasu zmarnuje, nooooo. Tak kiedyś rozumowałam właśnie- czas się zmarnuje jak nie będę nic robić.

A jakby patrzeć zupełnie odwrotnie? Jeśli właśnie będąc cały czas i wiecznie, zawsze i wszędzie zajętą tracę czas, tracę życie? A leżeniem brzuchem do góry to właśnie kwintesencja życia- długa kąpiel, dobra książka, ukochany przez mnie ciepły koc, kryminał z netfliksa- to cudowne chwile dla mnie, i mi się należą. Pawlacz się nie obrazi, że w nim bałagan, mail poczeka, prasowanie nie ucieknie, oddzwoni się jutro. Pozwalam sobie na luksu skupienia na chwili obecnie i NIEROBIENIA NIC. Bez kołowania myślami do przyszłości, bez planów, bez rozpamiętywania zdarzeń, bez analizowania doświadczeń dnia ubiegłego. Istniejemy tylko ja i ta chwila, moja chwila, z oddechem, dotykiem, zapachem- chwila szczęścia. Robię fotografię w pamięci- przeglądam się otoczeniu jak najpiękniejszemu zdjęciu, to zawsze mnie relaksuje. Podsumowując ten podpunkcik; uważam, że nic nierobienie jest zdrowe, cudowne i obowiązkowe, należy się każdemu i jest nieodłączną częścią zrównoważonej psychiki.

Gościnna Bunia
Tak już mam, takie wychowanie, takie środowisko; że nawet choćby przez mój próg przeszedł wróg najgorszy to z uśmiechem na ustach, a wulkanem negatywnych emotek w serduchu, zapytam “Kawy czy herbaty”?. Gość w dom to świętość i ugościć go trzeba odpowiednio. Ciasto zrobić, kawusi, kurze zetrzeć, uśmiechać się ładnie i witać z uśmiechem. I to fajne jest moim zdaniem i cechę tę u siebie dość lubię. Problem w tym, że jak już tak megaśnie gościnna jestem, to Oczekiwałam rewanżu, a właściwie to myślałam, że to TAKA NORMA JEST. Kiedy się okazało, że niekoniecznie to poczułam się troszkę oszukana.

Bo jak to ja gościom nieba przychylam, a wzajemności nie widać. I tak mnie to trochę w serducho kuło. Więc spuściłam z tonu. Nadal oczywiście jestem gościnna, ale już tak się nie spinam, ciastka kupie zamiast ciasto klecić, jak nie mam kawy sypanej, to nie mam i do sklepu nie gnam.

Odpuściłam w wielu jeszcze innych kwestiach i sztukę odpuszczania opanowałam dość dobrze. Co oczywiście nie znaczy, że leniwie siedzę na 4 literach i palcem nie ruszę. Zdarzają się momenty intensywnej pracy, zdarzają się chwile luzu. Są sprawy, których nie zapnę do końca, zadania niedokończone albo niedokończone idealnie, są umiejętności do podszlifowania, sprawy- niezaplanowane, do zaplonowania. Bo i dom niedokończony, i malowanie by się przydało, i w ogrodzie nie wszystko wykopane i przesadzone na jesienne czasy. I jakiegoś języka wypadałoby się na tym rodzicielskim pouczyć a tu nic. Kiedyś by mnie to denerwowało, mierziło, irytowało po nocach. Teraz śpię spokojnie, przegrana i szczęśliwa.

2 komentarze

  • hegemon 19 listopada 2018 at 19:30 Reply

    Jeżeli lubisz coś robić, to robić to nie licząc, że inni się zrewanżują, bo tego nie zrobią.
    Ale jak dojdzie się do tego momentu, żeby się nie spinać i nauczyć się chociaż trochę odpuszczać, to życie staje się przyjemniejsze, prawda? 🙂

    • SowaNaWsi 19 listopada 2018 at 21:11 Reply

      Racja Hegemon, to jakby ściągnąć wieli ciężar i spięcie z pleców. Na odpuszczenie trzeba sobie pozwolić, tak jak piszesz zejść z oczekiwać, wobec siebie i innych, później pójdzie gładko. Pozdrawiam ciepło

Napisz komentarz