fbpx

Jestem ciągle smutna

Kiedy wpiszemy w wyszukiwarkę internetową frazę „myślenie negatywne” zalewają nas wyniki typu 7 sposobów na wyłączenie negatywnego myślenia, Negatywne myśli-skąd się biorą i jak się od nich uwolnić?, Negatywne myślenie przyczyną wszelkich niepowodzeń i chorób. Nie inaczej jest w telewizji czy prasie, gdzie także królują slogany typu Oczyść umysł z negatywnych myśli tu i teraz. Wniosek z tego prosty- negatywne myślenie jest złe i najgorsze:), powinniśmy wykluczyć je ze swojego życia, a nasz umysł ma być czysty i skupiony na pozytywach i pięknych stronach życia. Przecież w każdym nieszczęściu trzeba dostrzegać coś dobrego, prawda? Wcale NIEPRAWDA! Myślenie negatywne jest częścią naszego życia tak samo, jak pozytywne. Co więcej, może świadczyć o naszej inteligencji i zdolności przetrwania, więc Smutasy, jesteśmy mądrzy, co by nie napisać mądrzejsi😊

 

Z EWOLUCYJNĄ NUTĄ

O tym, że wiara w swoje możliwości pomaga osiągnąć sukces a pozytywne myślnie gwarantuje zmianę życia na lepsze nie od dziś przekonują mistrzowie samorealizacji (uhh..samorealizacja- co za okropny termin nie sądzicie?). Więc co ze mną, jeżeli codziennie zamartwiam się przed snem albo mam gonitwę myśli nie koniecznie na pozytywne tematy? Co, jeśli większość moich myśli jest w ponurym klimacie i nie wpisuję się w kulturę „zawsze do przodu”? W takim razie jestem wyrzutkiem społeczeństwa, nie przystaję do ogółu silnych jednostek, które czerpią radość z każdego dnia w pracy, zdrowego posiłku, trudnego zadania czy zabawy z dziećmi. Może mam depresje i powinnam brać prozac? Na pewno brakuje mi jakiejś substancji chemicznej w mózgu, dzięki której będę mogła stać się taka jak inni i moje życie będzie lepsze. Otóż nie. Negatywne myślnie jest nie tylko normalną częścią naszego życia, jest nam wręcz potrzebne. Według nurtu psychologii ewolucyjnej homo sapiens przetrwał, ponieważ właśnie myślał negatywnie, co pozwoliło mu na poszukiwanie rozwiązań potencjalnie trudnych sytuacji. Jeżeli nasz pra, pra przodek zamartwiał się tym że może spotkać lwa na sawannie, mógł zaplanować ewentualne sposoby poradzenia sobie z tą sytuacją (może inne niż uciekać, na przykład, hmm.. wspiąć się na drzewo😊). Zyskiwał więc przewagę w stosunku do swojego pobratymca, który się tak nie przejmował. Jego nie martwiący się tak kuzyn wędrował po stepie spokojnie, ciesząc się promieniami słońca na twarzy, a tu nagle…chap, i lew się oblizuje😊. Widzisz to? No właaaaśnie! Negatywne myślenie daje nam przewagę, bo możemy się do danej sytuacji PRZYGOTOWAĆ.
Kiedy znajdujemy się w negatywnym stanie emocjonalnym jesteśmy bardziej spostrzegawczy, szybciej znajdujemy rozwiązania i ich alternatywy. Człowiek smutny to człowiek bardziej zaradny. Pozostając w nastroju pozytywnym nie dostrzegamy pewnych szczegółów, nie analizujemy tak dokładnie. Dlatego nasz mózg nie pozwala nam na ciągłe pozostawanie w kręgu przyjemnych myśli, czym chroni nas przed śmiercią.

Tak, tak, w naszym mózgu są struktury, które są bardzo stare, pierwotne i mają proste zadanie- utrzymać organizm przy życiu. A mimo, że te struktury są stare i proste, to niejako żądzą naszym organizmem, ponieważ pełnią funkcję najważniejszą. To właśnie dlatego mamy czasami gonitwę negatywnych myśli czy zamartwiamy się przed snem. Nie jest to może przyjemne, ale jest NORMALNE. Jeżeli pozostawalibyśmy cały czas w kręgu pozytywny emocji i myśli to czy nie bylibyśmy… GŁUPI?

 

ZARADNY SMUTAS

Niestety, przez wszechobecne w mediach przekazy typu: Negatywne myślnie przyczyną chorób i niepowodzeń możemy czuć się gorzej. Kiedy w długi zimowy wieczór nachodzą nas melancholijne myśli z tyłu głowy pojawia się diabełek wołający: Nie rozpamiętuj złych momentów, ciesz się tym co masz. A i oczywiście, należy być wdzięcznym za to co przynosi nam życie, jednak nie zapominajmy, że mamy prawo do pobycia sobie po ludzku smutnymi.

Ten stan pozwala nam się wyciszyć, zanalizować sytuację i zebrać doświadczenia na przyszłość. Kiedy wypieramy negatywne doświadczenia i nie myślimy o nich, nie możemy się także nic nauczyć.

Analiza sytuacji, zarówno tych które należą do przeszłości, jaki i przyszłych, daje nam możliwość wypracowania rozwiązań i strategii radzenia sobie z problemami. Pozostając w smutnym nastroju nie tylko „wyostrza nam się myślenie”, wyostrzamy też zmysły -słuch, wzrok, węch-więcej dostrzegamy, zapamiętujemy, szybciej analizujemy. Jeżeli przygotowujesz ważną prezentację do pracy czy masz myśleć o niej wyłącznie w samych pozytywach? Czy nie przydałoby się rozważyć np. pytań ją podważających? To daje szanse na wyprzedzenie zdarzeń i przygotowanie się do nich.

 

ZYSKI I KOSZTY- NIE MOŻESZ MIEĆ WSZYSTKIEGO

Dasz rade osiągnąć wszystko o czym marzysz– kolejny zastraszający slogan medialnej psychologii pozytywnej. Możemy przecież (a wręcz powinniśmy!) mieć cudowną, kochającą rodzinę, udany związek, zadbany dom, piękne ciało, pasje i dbać o zdrowie. Nie zapominajmy o pielęgnowaniu przyjaźni i podróżach. I o dobroczynności. OMG, jeszcze samorealizacja, dokształcanie, ROZWÓJ, ciągły rozwój, kariera.

Możesz być supermamą, Perfekcyjną Panią Domu, rozumiejącą i wspierającą żoną, i miłośniczką fitnessu, biegającą 3 razy w tygodniu. Naprawdę możesz to zrobić- daj z siebie wszystko. Pracuj nad sobą! A wieczorem łyknij tabletkę szczęścia. Rano najlepiej też.
My, kobiety, często wpadamy w tą pułapkę. Chcemy sprostać wszystkim zadaniom, zapominając, że kiedy odnosimy sukces- „zysk” – na jednej z płaszczyzn naszego życia ZAWSZE dzieje się to kosztem innej płaszczyzny. Nasze zasoby nie są z gumy, nie da się cudownie do-produkować czasu czy sił. Co nam więc pozostaje? WYBÓR! I, co ważne, świadomość, że ten wybór jest obarczony kosztami. Jeżeli mam małe dziecko i chcę mu poświęcić odpowiednią dozę uwagi, to moje zainteresowania, jak przykładowo: sporty wodne, schodzą na dalszy plan i nie wyrobie już zakładanego planu treningowego. Jeśli upieram się przy realizacji planu, to owszem, uda mi się, ale kosztem innej płaszczyzny życia – relacji z mężem, pracy czy, w ostateczności, zdrowia.

Bardzo mocno doświadczyłam tego, kiedy mój Mąż dostał awans w pracy. Pozwoliło to nam na zakup naszego górskiego domu, który bardzo kocham i znacznie polepszyło nasz standard życia. Niestety Mężu zaczął spędzać w delegacji 80% czasu pracy. Przez większość czasu byłam sama. Za komfort życia w naszym domku zapłaciliśmy innym komfortem- komfortem wspólnego życia, jakie wiedliśmy wcześniej, jak papużki-nierozłączki. Zmartwienia o finanse zastąpił chłód samotnych wieczorów. Zyski i straty.

SAMOREALIZACJA? BOŻE BROŃ!

Jeden z najbardziej nie lubianych przeze mnie terminów psychologii pozytywnej. Sugeruje bowiem, że jesteśmy niepełni jako ludzie i musimy coś zrobić, osiągnąć, zmienić, żeby poczuć się dobrze. Albo inaczej- cały czas stawać w obliczu wyzwania i „ulepszać” siebie, co pozwoli nam żyć dobrze. Nie zrozumcie mnie proszę źle, ja nie potępiam działania, dążenia do celu czy pasji. Ale, jednocześnie uważam, że każdy z nas jest jednostką spełnioną w sensie życia w ogóle. Żyjemy, więc realizujemy życie właśnie.

Popularnie używany termin „samorealizacja” narzuca nam schemat postępowania, określa kierunki dążenia i jego częstotliwość.  Często podejmujemy działania, okraszone dużym nakładem sił i środków, w imię okrutnej samorealizacji właśnie i jesteśmy przekonani, że pozwoli nam to poczuć się bardziej komfortowo w swojej skórze.  Tymczasem lądujemy w nowoczesnej spirali marketo-kłamstw i po realizacji kolejnych celów czujemy się jeszcze bardziej zagubieni.

A jeśli ja czuję się zrealizowana pijąc poranną kawę z pyszną pianką? A co, jeśli realizuje siebie przez otulanie się ciepłym kocem w zimowy wieczór? Jeśli czuję się dobrze tak jak jest, nie potrzebuję się dokształcać i ulepszać? Jeśli potrzebujesz to spoko, jak najbardziej rozumiem😊 Ale nie każdy i nie zawsze musi REALIZOWAĆ, a już na pewno nie siebie. Ciepły koc to jest moc😊.

Brak komentarzy

Napisz komentarz